Co wiemy o Roswell? Przesłuchania obywatelskie

Przesłuchania obywatelskie (Citizen Hearing) prowadzą byli członkowie Kongresu o różnych zakresach specjalizacji. W ubiegły weekend mieliśmy możliwość zobaczyć pierwszą część przesłuchań dotyczących Roswell, wczoraj opublikowano część drugą. National Press Club gościł specjalistów i śledczych, którzy na przestrzeni lat zgromadzili największą ilość danych odnośnie incydentu. Wśród zeznających znajduje się: Donald R. Schmitt, Stanton Friedman, Lt. Col. Kevin Randle, Col. Jesse Marcel Jr., Jesse Marcel III and Denice Marcel.

Baza wojskowa w Roswell

Lato 1947 roku wywołało burzę i wpłynęło na bieg historii. Jak tłumaczy Donald R. Schmitt, w tym okresie w Roswell stacjonowała Grupa Operacyjna 509 – pierwsze skrzydło bomb atomowych. Grupa powołana w ostatnich miesiącach wojny została złożona z najlepszych oficerów, pilotów i ich załóg, lekarzy oraz pielęgniarek. Wszyscy mieli najwyższe poświadczenia bezpieczeństwa i stanowili elitę wojsk.

Ich pierwszą misją było zrzucenie bomby atomowej na Japonię (1945 r). Dwa lata później dostali za zadanie zająć się czymś, co spadło z nieba. 8 lipca 1947 roku Baza Sił Powietrznych w Roswell oznajmiła światu, że weszła w posiadanie latającego spodka. Dopiero później oświadczenia wojskowych i nagłówki gazet zaczęły przekonywać, że mowa o balonie meteorologicznym.

Sprawdź także: Incydent w Rendlesham – zeznania wojskowych

Friedman: czemu obcy wizytują Ziemię?

„Inne cywilizacje na pewno dbają o swoje przetrwanie i bezpieczeństwo. Co obejmuje uważną obserwację początkujących społeczeństw z okolicy, które mogłyby zagrażać im w jakikolwiek sposób. Tymczasem do lipca 1947 roku dla wszelkich obcych jasnym było, że mamy tu prymitywne społeczeństwo, dla którego jednym z głównych priorytetów jest wojna plemienna.” – mówi we wstępie Stanton Friedman.

Badacz wyraźnie podkreśla, że w momencie incydentu w Roswell, tamtejsza baza wojskowa była jedyną jednostką na świecie, w której znajdowała się zarówno broń nuklearna, potężne rakiety i radary. Czyli pełny przekrój naszych początków zaawansowanych technologii.

Incydent w Roswell - co o nim wiemy?
Generał Roger Ramey i pułkownik Thomas J. DuBose ze szczątkami z Roswell. Fort Worth, Baza Sił Zbrojnych, 07.08.1947. Źródło: UTA Library

Mack Brazel – człowiek, który znalazł wrak

Śledztwo, które pułkownik Kevin Randle prowadził w Roswell doprowadziło go do Billa Brazela i jego ojca Macka, który odnalazł wrak statku. Jak wynika z zeznań Billa Brazela, jego ojciec był przetrzymywany w bazie wojskowej w Roswell przez kilka dni. Kazano mu zachować milczenie, ale żadne dokumenty nie zostały podpisane, a Mack nie otrzymał żadnych gróźb. Ówczesny marszałek burmistrza, Edwin Easley potwierdził później, że Mack był w istocie przetrzymywany w sali gościnnej z ochroną. Odmówił jednak podania szczegółowych informacji odnośnie samego incydentu w Roswell.

Mack nie dzielił się informacjami nawet z synem. Jednak ten, na przestrzeni roku od incydentu, sam znalazł trzy rodzaje nietypowych materiałów w miejscu, gdzie miał rozbić się statek. Jednym z nich był materiał przypominający drewno, który był tak twardy, że nie dało się na nim wyryć choćby drzazgi. Jednocześnie był lekki i wyglądem przypominał drewno balsa. Bill znalazł również kawałek drutu. Można było świecić w jeden z jego końców, a światło wychodziło po drugiej stronie. Coś w rodzaju światłowodu.

Co wiemy o Roswell? Wiarygodne dowody
Nowy Meksyk. Źródło: Los Alamos National Laboratory

Trzecim znalezionym przedmiotem była sławna już folia. Folia, którą można było zwinąć w kulkę, a ona sama rozprostowywała się bez oznak jakiegokolwiek zgięcia. To wtedy pułkownik Kevin Randle zorientował się, że chodzi o coś więcej niż źle zidentyfikowany balon meteorologiczny. „Jasnym stało się, że posiadane przez Billa Brazela przedmioty nie pochodzą z ziemi i że czeka nas sporo pracy.”

Warto zaznaczyć, że odnalezienie pozostałości wraku przez Billa nie było łatwe. Miało miejsce dopiero po pierwszych ciężkich deszczach, które wydobyły materiały na powierzchnię. Tuż po incydencie 50 – 60 wojskowych z taczkami, idąc ramię w ramię, przeczesywało cały obszar przez około 3 dni.

Podmienione papiery i fałszywe zeznania

Major Patrick Saunders, jako adiutant bazy w Roswell odpowiadał za wszelką dokumentację. Choć podczas wywiadu z płk. Kevinem Randle był bardzo oszczędny, pozostawił notatkę odnośnie jednej strony z raportu, dotyczącej kontroli zniszczeń. Saunders zdradził, że pliki zostały podmienione, zmieniono dane personelu, a ciała ze statku zostały przeniesione z Roswell. W późniejszym liście do swojej córki pisał o tym jak udało im się zatrzeć wszelkie ślady w dokumentacji.

Walter Hot odpowiadał za komunikat prasowy, który informował o przejęciu latającego spodka. Przez 20 lat Hot upierał się, że do jego obowiązków należała wyłącznie publikacja informacji dla prasy, ale on sam nie miał nic wspólnego z incydentem, ani niczego nie widział. Kontrowersje pojawiły się w momencie gdy po jego śmierci na jaw wyszło podpisane pod przysięgą oświadczenie, że to co widział to między innymi statek i ciała.

Co wiemy o Roswell? Dowody na UFO
Major Jesse A. Marcel trzymający szczątki folii z Roswell, Nowy Meksyk. Fort Worth, 07.08.1947. Źródło: UTA Libraries.

Kluczowy świadek – Jesse Marcel Jr.

Pułkownik Jesse Marcel Jr. jest lekarzem medycyny. Ponownie powołany do służby w wieku 68 lat był oficerem wywiadu w Iraku. Wyrobił ponad 200 godzin jako chirurg lotniczy. Jego historia z Roswell zaczęła się pewnego lipcowego poranka w 1947 roku, gdy jego ojciec powrócił z misji odzyskania szczątków nieznanego pochodzenia z farmy w Roswell.

Sąsiad, Mack Brazel powiadomił lokalnego szeryfa, że coś, co przypomina samolot wylądowało na jego farmie. Widywał balony meteorologiczne lądujące na jego ranczu dużo wcześniej. Tym razem nie był pewien co do natury obiektu, ale był przekonany, że było to coś zupełnie innego. Szeryf zawiadomił ówczesnego oficera Sił Powietrznych, płk. Blancharda. Ten z kolei, zawiadomił oficera wywiadu, którym był Jesse Marcel (Senior), służący w Grupie Operacyjnej 509.

Ojciec Jessiego Marcela Jr. wraz z agentem CIC, Sheridanem Cavittem zostali przydzieleni do zbadania sprawy. Mając za zadanie dostarczyć szczątki obiektu celem jego dokładnego zbadania, w drodze do bazy Jesse Marcel (Senior) wstąpił do domu. „Nigdy więcej nie zobaczysz czegoś takiego” – miał powiedzieć do swojej żony i 11-letniego syna.

„Pokazał nam te dziwne szczątki, które miał wstępnie porozkładane. Powiedział: popatrzcie na to. Myślę, że to jest coś, co nazywa się latającym spodkiem.” Szczątki składały się z trzech rodzajów elementów. „Jednym z nich była twarda folia, ale niestety nie miałem okazji jej zwijać i rozwijać. Mój ojciec to widział.” – słyszymy od Jessiego Marcela Jr.

Sprawdź również: Wywiad z byłym dowódcą USS Nimitz – Davidem Fravorem

Incydent w Roswell - szczątki

„Drugi materiał przypominał czarny plastik, jakby kawałek płyty do gramofonu. Ale najdziwniejszą rzeczą były belki, które widziałem we wraku. Były na nich symbole. Fioletowawe, purpurowe, półodblaskowe. ” Wykonana przez Jessiego Marcela Jr. replika belki była możliwa do obejrzenia podczas przesłuchania.

Jesse Marcel (Senior) dostał za zadanie przetransportować materiały do generalnego biura Sił Zbrojnych. Odbywało się to na pokładzie samolotu B-29, pod kontrolą uzbrojonych strażników. „Potem zobaczyłem jego minę na zdjęciu, w którym podmieniono oryginalne materiały. Jego twarz mówiła: chyba sobie żartujecie.” To w biurze generalnym zmieniono fakty.

„Po powrocie powiedział mi i mojej mamie, że nie możemy mówić o tym incydencie.” – mówi Jesse Marcel Jr. Jesse konsekwentnie zachowywał milczenie aż do momentu, gdy w 1978 roku Stanton Friedman przeprowadził wywiad z jego ojcem.

Czytaj także: Technologia UFO, a nasze możliwości

Nowy Meksyk

Incydent w Roswell pozostaje tajny

1947 rok to początek Zimnej Wojny. Perspektywa przejęcia obiektu, który potencjalnie przewyższał wszelką dostępną do tej pory technologię, oznaczało ogromną przewagę nad wszystkimi przeciwnikami. Nic więc dziwnego w tym, że Siły Zbrojne nie chciały, żeby ludzie o tym mówili. Zatuszowanie sprawy było bardzo korzystne.

„Rosjanie nie będą nas szpiegować jeśli będą uważali, że nie ma czego szpiegować.” – tłumaczy pułkownik Kevin Randle. „Dlaczego to trwa do dziś? To mnie dziwi. Wygląda na to, że jesteśmy znacznie bardziej obyci i bylibyśmy w stanie zrozumieć co dzieje się wokół nas i w kosmosie.” Chyba że prawda nie jest jednoznaczna.

Sprawdź także: Podwodne UFO – archiwa rosyjskie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *